06 maja 2017

Prolog

marzec 1540 roku


Wiejski dom nie zmienił się wiele od dwóch lat, gdy sir Franciszek był tu po raz ostatni. Znajdował się na północ od Londynu na skalistym urwisku, przy wąskiej, krętej drodze. Kiedyś była to wielka posiadłość, ale teraz popadła w ruinę i zaniedbanie. Chwasty zasłaniały bramę i ogrodzenie, a trawniki i żywopłoty, które niegdyś pozostawały pod pieczą ogrodników, rozrosły się w niekontrolowany sposób.
Wnętrze domu było jeszcze bardziej zaniedbane. Kafle posadzki popękały, podobnie jak szyby w oknach. Ściany pokrywała wilgoć oraz pleśń. Panią domu była wdowa po księciu Norflok, starzejąca się, zapomniana arystokratka, która zarabiała na życie, sprzedając młode ciała niechcianych dzieci porzuconych na jej progu. Sir Franciszek Bryan usiadł przy chwiejnym stole we frontowej komnacie w towarzystwie księżnej wdowy, popijając tani trunek z brudnego kufla i rozmawiając o wydarzeniach ostatnich miesięcy.
— Brakowało mi cię, mój drogi Franciszku — powiedziała księżna. Była starannie uczesana i twarz miała umalowaną, ale jej oddech cuchnął i brakowało jej niektórych zębów. Wzięła go za rękę. Uścisnął jej dłoń z uczuciem. — Nie widziałam cię od lat. Co porabiałeś?
— Próbowałem kogoś zabić.
— Udało Ci się?
— Jeszcze nie.
— Przypuszczam, że przyszedłeś popatrzyć na moje urodziwe panienki.
— Najpierw chcę się nacieszyć twoim widokiem, pani.
Podniósł kufel, dotknął kciukiem dolnej wargi księżnej i mrugnął do niej. Księżna z głośnym chichotem odstawiła swój kufel na stół, podniosła się i wygładziła spódnicę.
— Chodź za mną. Mamy kilka nowych, są całkiem ładne. Czasami trudno mi uwierzyć, że ich matki nie czuły potrzeby ani obowiązku, by je wychowywać.
— Mówiłaś, że większość z nich to bękarty — zauważył Bryan.
— Ale to są arystokratyczne bękarty, mój drogi chłopcze.
Bryan poszedł za nią przez obskurny korytarz do drzwi, za którymi znajdowała się mroczna, śmierdząca izba. Dopiero po chwili jego wzrok przywykł do półmroku. Okna pokryte brudem i błotem wpuszczały bardzo niewiele światła. Zapadające się łóżka stały w dziwnych miejscach na całej podłodze, a gdzieniegdzie porozkładane były jeszcze sienniki. Na łóżkach i siennikach siedziały lub leżały, wpatrując się tępo w ściany, dziewczęta oraz młode kobiety. Niektóre nie miały więcej niż osiem lat, inne dobiegały dwudziestki. Kilka miało na sobie zmięte, brudne suknie, a pozostałe tylko proste, płócienne koszule.
Bryan stanął w drzwiach, patrząc na nie. Większość była za młoda na gust króla, inne wydawały się zbyt otępiałe z powodu warunków, w jakich przyszło im żyć, ale kilka starszych dziewcząt na jego widok wsunęło palce w brudne włosy i przybrało zmysłowe, zachęcające pozy. Wiedział, że zrobiłyby wszystko, by wywrzeć wrażenie na kimś, kto mógłby je stąd zabrać. Ich determinacja była właśnie tym, czego Jego Wysokość potrzebował, aby nasycić swój seksualny apetyt.
W końcu zobaczył tę właściwą. Miała smukłe i delikatne ciało, miękkie blond włosy, zmysłowe usta i długie, ładnie ukształtowane nogi.
Znalazł nową rozrywkę dla króla. Warto było tu przyjechać, pomyślał.



Witajcie Kochani!

Przepraszam Was najmocniej, że znikłam z blogosfery na trzy miesiące. W lutym porwałam się z motyką na słońce, zaś teraz  gdy mam już za sobą przeprowadzkę i mnóstwo innych spraw uregulowanych  mogę rzetelnie zająć się blogowaniem. Przypadkowo usunęłam poprzedni prolog, dlatego publikuję go raz jeszcze. Na pocieszenie wyjawię, iż rozdział pierwszy pojawi się niebawem.

6 komentarzy:

  1. Witaj. Spodobało mi się, że nie owijałaś w bawełnę i szczerze przyznałaś, że potrzebujesz czytelników, którzy będą cię mobilizowali do tworzenia. I oto jestem. Czytelnik numer jeden, który otwarcie komentuje prolog twojego opowiadania.

    Bardzo mi się podobało to rozpoczęcie opowiadania. Bryan poszukujący w burdelu panienki do zabawiania króla, jeśli to nie przyciągnie czytelników, to już sama nie wiem co trzeba publikować.

    Prolog króciutki, ale wystarczy. Mnie zaciekawił i z chęcią przeczytam pierwszy rozdział. Zwłaszcza, że piszesz bardzo estetycznie, bez rażących błędów i wiesz jaką opowieść, chcesz wszystkim przedstawić.

    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)

      Uważam, że szczerość to podstawa. Często zastanawiam się, czy nie lepiej pisać „do szuflady”, gdyż blogosfera powoli umiera śmiercią naturalną, a wattpad mnie odstrasza. Mimo wszystko jednak, chcę spróbować ponownie. Dziękuję z całego serca, iż przybyłaś i zamieściłaś komentarz!
      Cieszę się, że spodobał Ci się mój prolog! Początkowo pragnęłam pisać o drugiej żonie Heńka, ale po namyślę zdecydowałam przybliżyć trochę umniejszaną postać, jaką jest właśnie Katarzyna Howard. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
      Twoje budujące słowa sprawiły mi wielką radość! Jeszcze raz ślicznie Ci dziękuję! :)

      Pozdrawiam również! :)

      Usuń
  2. Zostawiłaś u mnie tak miły komentarz, że jeszcze raz Ci za niego dziękuję :) Jaka była moja radość, gdy okazało się, że nie wchodzę na Twojego bloga tylko w ramach wdzięczności. Uwielbiam czasy Tudorów, tajemnych romansów, spisków i ambicji. I jeszcze to porównanie z Kopciuszkiem <3 Zapowiada się świetna historia. Widać, że masz wiedzę i potrafisz lawirować pomiędzy prawdą historyczną a własną fikcją.
    Historia Katarzyny akurat jest mi bliżej nieznana, dlatego cieszę się, że dzięki Tobie będę mogła ją odkryć :D
    Prolog jest bardzo ciekawie napisany. Miejsce, w którym sir Franciszek znalazł Katarzynę, budzi grozę. Nie mogę się doczekać ciągu dalszego! :*
    I przepiękny szablon, idealnie pasuje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie tym prologiem. Nie czytałam jeszcze żadnych innych opowiadań o Potterze więc to miłe zaskoczenie.
    Chętnie będę tu zaglądać bo już sam prolog mnie wciągnął. Szkoda, że tak krótki no i mam nadzieję, że szybko dodasz pierwszy rozdział.

    Pozdrawiam i życzę weny
    mała gwiazdka

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej! :D
    Więc jak kiedyś pisałam, Henryk i jego (harem)grono żoneczek, plus ścinanie i rzekome bezgłowe duchy w Tower od wczesnej podstawówki budziły moje niezdrowe satysfakcję, stąd miło mi będzie cofnąć się wspomnieniami do tamtych dni, czytając Twój fik. :D Co wciąż mnie dziwi - szukanie zabaweczki dla króla w przytułku dla bękartów prowadzonym przez księżną burdelmamę. Ktoś mógłby powiedzieć, że to niegodne króla! Ale z drugiej strony, domyślając się apetytu Henryka, dałoby mu to 100% przewagi nad dziewczyną bez rodziny i kontaktów. Taka korelacja mogłaby być dla niego bardzo podniecająca, kto wie, kto wie?
    Cóż, życzę szczęścia, weny, motywacji, ale przede wszystkim, żadnych psot ze strony blogspota! ;D
    Pozdrawiam. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę powiedzieć szczerze, że nie przepadam za historią. A jeszcze bardziej nie lubię czytać tekstów historycznych. I chociaż na Królów Przeklętych się skusiłam, byłam pewna, że na tym poprzestanę, bo chociaż fajne to, to jednak nie dla mnie.
    A jednak tu jestem.
    W sumie pojawiłam się przypadkiem, bo zapisałaś się do Księgi Baśni. Ale karty z bohaterami skradły moje serducho, bo tak pięknie językowo i zabawnie je napisałaś, że nie mogłabym nie przeczytać Prologu.
    I wiesz co?
    Zostanę.
    Chociaż nie cierpię tekstów historycznych.
    Pomińmy fakt, że dwa lata męczyłam się na rozszerzonej historii. Henryk to jedna z tych postaci, która zwyczajnie intryguje, jest ciekawa i aż chce się o niej czegoś dowiedzieć. A jeszcze jak piszesz, że będą seksy, przemoc itp. to tym bardziej tu zostaję.

    Prolog jest napisany naprawdę niesamowicie ładnie. Piszesz cudownie. Jest poprawnie, chwytliwie, intrygująco. A przede wszystkim poprawnie. Mówiłam już, że poprawnie? Czuję, że zostanę tu na bardzo długo.
    Mam tendencję do komentowania wszystkiego, co czytam, więc ostrzegam, że będzie mnie tu dużo. I wszędzie. Mam też tendencję do rozpisywania się, więc zapewnię Ci zawsze długi komentarz.
    Prolog jest tak krótki, że nie bardzo jest co tu pisać, ale jednocześnie fajnie oddaje klimat. Nie mogę się już doczekać pierwszego rozdziału.
    Dodaj go szybko. :D

    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń